środa, 19 kwietnia 2017

Wiosenne odświeżenie w kawalerce.


Kredens? Niezbędnik :) Mebel, który pomieści moje ulubione bibeloty do których jestem przywiązana. Poszukiwania trwały bardzo dłuuugo, ale jak wiemy... wszystko co dobre nie przychodzi łatwo, szybko i przyjemnie. W końcu upolowany za grosze, bo takie perełki cieszą najbardziej. Oczami wyobraźni widziałam od początku, że będzie mu fantastycznie w bieli... a że miłość moja do brązów bezgraniczna, potrzebowałam gdzieś zachować ich namiastkę i drobne brązowe elementy zostały utrzymane. 
Moim celem było wydzielić dwie strefy - dla dziecka i taką wyłącznie dla mnie. Myślę, że udało nam się znaleźć z córcią wspólny mianownik i spotkać w połowie drogi. Konieczne było całość rozjaśnić i optycznie powiększyć... nie tylko bielą, ale również montując dodatkowe oświetlenie od środka, bo lubię jak jest ciepło i przytulnie. Lampki to kombinacja ledówek z Ikei, która robi mi klimat na niemal każdy wieczór :) 


:Przedstawię poniżej krótką instrukcję działania, która pewnie nie różni się zbyt wiele od poprzedniego posta z miętowymi stołeczkami, ale może nie każdy miałby ochotę wertować cały ten nudziarski blog ;) 

Sami oceńcie czy warto było się męczyć, moim zdaniem porcelana i szkło prezentują się bez wątpienia dużo atrakcyjniej na białym tle.  
  
                                  
Mebelki przed... niby z tej samej serii, ale kupione od różnych osób, w zupełnie innym czasie. Miały całkiem inny odcień drewna. 


Psychiczne przygotowanie do podjęcia wyzwania ;) jeszcze nie wiedziałam co mnie czeka :) 


Rozpoczynam od umycia i odtłuszczenia mebla, nie używam benzyny ekstrakcyjnej jak w książkach piszą, mnie wystarczy odrobina płynu do mycia naczyń (życie trzeba sobie ułatwiać). 
Kolejno nakładam Stop Primer z Fluggera - grunt izolujący na bazie wody. 
Następnie przechodzę do farby. Używam farb kredowych firmy Pentart ze sklepu dla artystów plastyków/decouparzystów i tu niestety trzeba machnąć kilka warstw (nawet do pięciu)... Jeśli nie mam cierpliwości to sięgam po dużo mocniej kryjącą Annie Sloan Chalk Paint - dużo droższą więc częściej wolę popracować tańszym odpowiednikiem. 
Na koniec woskuję powierzchnię specjalnym do farb kredowych preparatem, używając do tego celu bawełnianej ściereczki. Alternatywnie dla wosku, lubię matowy lakier utrwalający, jest to ciut szybsza akcja, dająca podobny efekt. 
Blat... to kolejna gruba akcja :) całkowite zeszlifowanie powierzchni oraz pokrycie jej ciemnym woskiem Annie Sloan Dark Wax co nie było konieczne, ale ja nie przepadam za tym fabrycznym, sztucznym efektem, wybrałam więc matowe wykończenie i głębszy odcień. 

                                                    Duży mebel.. dużo pracy. 



Papier ścierny, wosk Annie Sloan i kawusia... bajka :) nakładanie i wydobywanie tego cudnego odcienia to niesamowita przyjemność. Tym samym woskiem pokryłam blat stołu z poprzedniego wpisu. Jest niezastąpiony.. choć wymaga poprawek w ciągu użytkowania, ale mnie to zupełnie nie przeszkadza, lubię po niego sięgać. 


Dla porównania, poniżej zdjęcie tuż przed szlifowaniem oraz w trakcie... 



i po nałożeniu wosku Annie Sloan Dark Wax. Jak kto woli, ale jak dla mnie drewno nabrało szlachetniejszego wyglądu. 



Niecodzienny manicure...
 a sukces przecież trzeba uczcić :) 


Wieczorem jest bardzo przytulnie.





Oświetlenie - zestaw do montażu



Schowane włączniki do ledówek. Wszystkie kabelki przylegają do kątów witryny od wewnętrznej strony, poprzyklejane za pomocą kleju na gorąco. Dzięki temu się nie majtają i są mało widoczne. 




włączniki sprytnie ukryte a jednocześnie łatwo dostępne.




a bez Niej... nic by się nie udało




Pani Majsterkowa sama skręciła swoją komodę na zabawki :) zaimponował mi Jej zapał, zobaczcie to na filmiku: 


 Żaden mebel kupiony gotowy prosto ze sklepu, nawet najdroższy i najbardziej luksusowy.. nie cieszyłby mnie bardziej niż ten wykonany dla nas z serduchem :) 


Trzymajcie się ciepło! Pozdrawiam. W farbie ubrudzona :) 
Kasia

2 komentarze:

  1. Kasiu, cudownie Ci to wyszło, brązowy blat pięknie pasuje do białych frontów <3 I jakie wielkie szczęście miałaś, że udało Ci się znaleźć tak pasujące do siebie meble! Uwielbiam takie meble :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, dziękuję :) zdobycie mebelków z tej samej serii, które już nie są w ciągłej produkcji to był dłuuugi proces, żmudnych poszukiwań :) regularnie przekopywałam olx, aż w końcu trafiłam w dziesiątkę. Posiadam jeszcze jedną komodę z tej serii, ale waham czy nie zostawić jej jako jedynej w brązie.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...