wtorek, 28 listopada 2017

Bajeczna komoda dla dziewczynki - metamorfoza


                                              Dzień dobry 

Dziś przynoszę małe DIY dla rodziców małych księżniczek. 
Zwykła komoda z IKEI.. wyjściowo nie była najgorsza, ale nie wpisywała się w nasz ówczesny, bardzo słodki klimat. Wzór na frontach sprawia, że nikt na świecie nie ma takiej samej komody jak my :) a błyszczące nowe gałki dodają dziewczęcego charakteru.

Do przemalowania mebelka potrzebne będą:

- farba kredowa (w moim przypadku to zwykła biel z firmy Pentart oraz zieleń      Annie Sloan Chalk Paint - w odcieniu Florance)
- pędzel
-  szablon
- silikonowa gąbeczka 
- opcjonalnie nowe gałki dekoracyjne
i dużo zapału do pracy :)

Na zdjęciach poniżej zobaczycie również gościnnie przemalowany kredens, który wystąpił już wcześniej na moim blogu: KLIK
oraz abażur DIY "Dzieci z Bullerbyn": O TUTAJ 




Nie trzeba specjalnie mebelka rozkręcać, wystarczy wyjąć szuflady


Uzyskiwanie pożądanego odcienia :) 
i nakładanie białej farby za pomocą szablonu - ruchem stemplującym, mnie podobał się efekt niedbałego nakładanie wzoru.


Na placu boju:


Komoda ma śliczne kryształowe gałki, niestety tego jak pięknie się mienią nie byłam w stanie oddać na zdjęciu, musicie mi uwierzyć na słowo :) 



Mam nadzieję, że Was zainspirowałam :)

Trzymajcie się ciepło,
Kasia 

Tort zamek - w wersji dla chłopca i dla dziewczynki

Tu był sobie kiedyś dłuuuugi post... przez pomyłkę się skasował :(  






niedziela, 23 kwietnia 2017

Płotek na kaloryfer

Idąc za ciosem... pozostając w drewnianym klimacie, zapraszam na małe DIY.
Kaloryfer? Żadna z niego dekoracja, te grzejniki które wyglądają w miarę atrakcyjnie i ozdobnie kosztują krocie. Do dziecięcego pokoju znalazłam super patent - owy płotek, ale znowu... w sklepach budowlanych wymiary gotowych były nie takie... a Zakład Stolarski do którego się wybrałam krzyknął mi kilka stówek za zbicie kilku desek na wymiar i w dodatku Pani z obsługi była strasznie niemiła a na koniec mojej wizyty stwierdziła, że absolutnie sobie sama z tym nie poradzę... Jak można się domyślić, nie wróciłam tam już nigdy więcej i czym prędzej pobiegłam do OBI po kantówki i sztachetki :)

Abstrahując... za każdym razem jak robię "męskie" zakupy w sklepach budowlanych, jak ładuję to drewno na wózek, wzbudzam dziwne zdumienie :) ale trzeba przyznać, mężczyźni są szalenie mili, zawsze bardzo chcą mi pomóc, to jest super! Bardzo to doceniam.

Płotek może mieć wiele innych zastosowań, których nie udało mi się uwiecznić na zdjęciu.. w każdym razie może pełnić różne funkcje,  eksponuje dziecięce rysunki, można na nim zawiesić lampki, pojemniki na przybory plastyczne oraz pozostając w ogrodowym klimacie pięknie go ukwiecić. Wykonanie tego jest bardzo proste a naprawdę płotek jako osłonka na kaloryfer "robi dobrą robotę" w pokoju. 





Sztachety zakupiłam na dziale ogrodowym, w związku z tym posiadają na sobie specyficzny impregnat, daje on zielony nalot, który miejscami mocno się uwypuklał. Porządne przeszlifowanie powierzchni oraz wypełnienie ubytków szpachlą do drewna okazało się nieuniknione. Następnie przycinanie wszystkich deseczek do jednakowej długości...


i zbijanie sztachet poprzecznymi kantówkami. Jedyne o czym trzeba pamiętać, to o wybraniu odpowiedniej długości gwoździ oraz utrzymaniu kąta prostego.


Malowanko






środa, 19 kwietnia 2017

Wiosenne odświeżenie w kawalerce.


Kredens? Niezbędnik :) Mebel, który pomieści moje ulubione bibeloty do których jestem przywiązana. Poszukiwania trwały bardzo dłuuugo, ale jak wiemy... wszystko co dobre nie przychodzi łatwo, szybko i przyjemnie. W końcu upolowany za grosze, bo takie perełki cieszą najbardziej. Oczami wyobraźni widziałam od początku, że będzie mu fantastycznie w bieli... a że miłość moja do brązów bezgraniczna, potrzebowałam gdzieś zachować ich namiastkę i drobne brązowe elementy zostały utrzymane. 
Moim celem było wydzielić dwie strefy - dla dziecka i taką wyłącznie dla mnie. Myślę, że udało nam się znaleźć z córcią wspólny mianownik i spotkać w połowie drogi. Konieczne było całość rozjaśnić i optycznie powiększyć... nie tylko bielą, ale również montując dodatkowe oświetlenie od środka, bo lubię jak jest ciepło i przytulnie. Lampki to kombinacja ledówek z Ikei, która robi mi klimat na niemal każdy wieczór :) 


:Przedstawię poniżej krótką instrukcję działania, która pewnie nie różni się zbyt wiele od poprzedniego posta z miętowymi stołeczkami, ale może nie każdy miałby ochotę wertować cały ten nudziarski blog ;) 

Sami oceńcie czy warto było się męczyć, moim zdaniem porcelana i szkło prezentują się bez wątpienia dużo atrakcyjniej na białym tle.  
  
                                  
Mebelki przed... niby z tej samej serii, ale kupione od różnych osób, w zupełnie innym czasie. Miały całkiem inny odcień drewna. 


Psychiczne przygotowanie do podjęcia wyzwania ;) jeszcze nie wiedziałam co mnie czeka :) 


Rozpoczynam od umycia i odtłuszczenia mebla, nie używam benzyny ekstrakcyjnej jak w książkach piszą, mnie wystarczy odrobina płynu do mycia naczyń (życie trzeba sobie ułatwiać). 
Kolejno nakładam Stop Primer z Fluggera - grunt izolujący na bazie wody. 
Następnie przechodzę do farby. Używam farb kredowych firmy Pentart ze sklepu dla artystów plastyków/decouparzystów i tu niestety trzeba machnąć kilka warstw (nawet do pięciu)... Jeśli nie mam cierpliwości to sięgam po dużo mocniej kryjącą Annie Sloan Chalk Paint - dużo droższą więc częściej wolę popracować tańszym odpowiednikiem. 
Na koniec woskuję powierzchnię specjalnym do farb kredowych preparatem, używając do tego celu bawełnianej ściereczki. Alternatywnie dla wosku, lubię matowy lakier utrwalający, jest to ciut szybsza akcja, dająca podobny efekt. 
Blat... to kolejna gruba akcja :) całkowite zeszlifowanie powierzchni oraz pokrycie jej ciemnym woskiem Annie Sloan Dark Wax co nie było konieczne, ale ja nie przepadam za tym fabrycznym, sztucznym efektem, wybrałam więc matowe wykończenie i głębszy odcień. 

                                                    Duży mebel.. dużo pracy. 



Papier ścierny, wosk Annie Sloan i kawusia... bajka :) nakładanie i wydobywanie tego cudnego odcienia to niesamowita przyjemność. Tym samym woskiem pokryłam blat stołu z poprzedniego wpisu. Jest niezastąpiony.. choć wymaga poprawek w ciągu użytkowania, ale mnie to zupełnie nie przeszkadza, lubię po niego sięgać. 


Dla porównania, poniżej zdjęcie tuż przed szlifowaniem oraz w trakcie... 



i po nałożeniu wosku Annie Sloan Dark Wax. Jak kto woli, ale jak dla mnie drewno nabrało szlachetniejszego wyglądu. 



Niecodzienny manicure...
 a sukces przecież trzeba uczcić :) 


Wieczorem jest bardzo przytulnie.





Oświetlenie - zestaw do montażu



Schowane włączniki do ledówek. Wszystkie kabelki przylegają do kątów witryny od wewnętrznej strony, poprzyklejane za pomocą kleju na gorąco. Dzięki temu się nie majtają i są mało widoczne. 




włączniki sprytnie ukryte a jednocześnie łatwo dostępne.




a bez Niej... nic by się nie udało




Pani Majsterkowa sama skręciła swoją komodę na zabawki :) zaimponował mi Jej zapał, zobaczcie to na filmiku: 


 Żaden mebel kupiony gotowy prosto ze sklepu, nawet najdroższy i najbardziej luksusowy.. nie cieszyłby mnie bardziej niż ten wykonany dla nas z serduchem :) 


Trzymajcie się ciepło! Pozdrawiam. W farbie ubrudzona :) 
Kasia

środa, 24 sierpnia 2016

Jak zrobić stół :) DIY

Najprawdziwszy, jadalniany stół... pewnego razu zrobiła kobieta. Siódme poty wylała, bo miał być dla najbliższych. Wykonany z ogromnym serduchem. Obecnie już go nie ma, nie powiem dlaczego... ale szepnę słówko, jak wykonać podobny. Polecam zakasać rękawy i podjąć nie lada wyzwanie. Nie twierdzę że łatwo, lekko i przyjemnie :) ale efekt jest wart wszelkich poświęceń. Był dokładnie taki jak chciałam, jaki sobie wymarzyłam. Do aranżacji ze stołem z a'la wiejskim blatem na Pintereście, wzdychałam namiętnie długi czas, postanowiłam... że choćby nie wiem co, to ja sobie taki mebel wystrugam :)



Punkt pierwszy: wycieczka do Castoramy po materiały :) niezbędne do wykonania stołu okazały się:

- kantówki: 7 szt. na blat, 4 nogi (o wymiarach 6x6 cm, znalezione na dziale ogrodowym), 4 podblatowe  - łączące nogi stołu) oraz dwie mniejsze listewki łączące spód blatu. 
- szlifierka,
- wiertarko - wkrętarka,
- wyrzynarka,
- miarka,
- ekierka budowlana,
- wkręty,
- 8 szt. dużych kątowników oraz ok 15 malutkich do ustabilizowania nóg,
- taśma malarska,
- pędzel do malowania,
- biała farba - w moim przypadku Americana Decor Chalky Paint,
- wosk Annie Sloan Dark Wax, opcjonalnie dowolna bejca do drewna,
- bawełniane ściereczki do nakładania wosku oraz gumowe rękawiczki.

Pomocny okazał się wstępny projekt, dobrze jest wszystko obliczyć, pomierzyć i rozrysować. Ja zdecydowałam się na wymiary 150 cmx83cm, aby stół służył nie tylko na co dzień, ale i również aby sprawdził się na przyjęcie gości. 
Wszystkie drewniane elementy należy koniecznie przeszlifować z każdej strony i przyciąć je do odpowiednich długości.


Przy skracaniu kantówek sprawdziła się widoczna poniżej metoda na wyznaczenie kąta prostego, choć pomimo wszystko, nie wychodziło całkiem idealnie. Wyrzynarka jest bardzo czuła na każde drżenie ręki, niemal za każdym razem zdarzają się omsknięcia, to nieuniknione. Mnie osobiście to nie przeszkadza, lekkie niedociągnięcia dodają mebelkowi uroku :) 


Układamy kantówki na podłodze do góry nogami. Dwiema listewkami zbijamy wszystkie belki pamiętając o tym, aby nie były one zbyt długie, trzeba zostawić  miejsce dla tych zewnętrznych  kantówek, które będą łączyć nogi stołu i tworzyć jakby ramę tej naszej konstrukcji. 


 Zaczęłam od orientacyjnego ustawienia nóg, przyklejając je tymczasowo na klej do drewna aby móc wyznaczyć punkty początku i końca zewnętrznych kantówek, łączących 4 nogi. Nie ma to absolutnie żadnej mocy stabilizującej :) solidne utrzymanie nóg w pionowej pozycji, stół zawdzięcza kątownikom mocowanym na dalszym etapie. 




Najgorsze za mną :) największy stres, to czy wszystko będzie idealnie przycięte na odpowiednią długość. Wkręty i kątowniki, to już pikuś :)

Te żółte meblarskie kątowniki, które widać poniżej na zdjęciu, kompletnie nie zdały egzaminu. Nie sprawdziły się ani trochę, są zbyt słabe, nogi chybotały się na wszystkie strony.  Wykręciłam je i zamieniłam na metalowe (niestety zdjęciem tych właściwych już nie dysponuję), których użyłam po około 3 sztuki na jedną nogę, aby możliwie jak najlepiej ustabilizować konstrukcję.



No, także tego...


Taśma malarska w ruch i malowanie nóg, dopóki stół leży jeszcze do góry kołami :)


No... i stanął na własnych nogach :) przyszedł czas na wybór koloru blatu... a to nie taka prosta sprawa. Żadna bejca nie dała mi idealnego odcienia. Dopiero wosk Annie Sloan okazał się odpowiedni. Szkoda, że olśniło mnie po tak wielu próbach :) nie wpadłam na to wcześniej bo teoretycznie tego preparatu używa się do zupełnie innych celów i choć miałam go wcześniej w domu, to nie pomyślałam od razu, że na gołym drewnie tak pięknie wydobywa rysunek drzewa i podkreśla sęki. Nie wiem czy jestem prekursorką takiego zastosowania wosku... w każdym razie ja uważam się za małego odkrywcę :) kolor obłędny i wykończenie matowe, tak jak chciałam. Wosk nakładałam bawełnianą szmatką, przy użyciu gumowych rękawiczek, preparat jest dosyć brudzący. 



Tadaaam, puszę się :) 




Stół ma za sobą piękne Święta Bożego Narodzenia, było warto. 


Podejmiecie wyzwanie? :) Powodzenia!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...